Środa Śląska

Wołów

Ścinawa

Pęcław

Głogów








Szukaj w serwisie




Legendy i opowieści  >>  Wołów

LEGENDY ZIEMI WOŁOWSKIEJ


"O ZAŁOŻENIU WOŁOWA"

     Podanie głosi, że Wołów założono w XII lub XIII wieku. W każdym razie już z historycznych zapisków wiadomo, że w 1159 r. wybudowano tu obronny zamek na palach, bo teren był grząski. Prawdopodobnie wokół tego zamku powstało i miasto, ale podanie o jego założeniu mówi inaczej.
     Pewnego razu w okolicach dzisiejszego Wołowa jakiś kmieć pasł stado wołów. Znużony skwarem słonecznym położył się jednak na trawie i usnął. Gdy obudził się po paru godzinach, spostrzegł z niepokojem, że całe stado gdzieś zniknęło. Wydeptane w zaroślach ślady wskazywały, że pozbawione opieki zwierzęta odeszły. Nasz kmieć wyruszył co prędzej na poszukiwanie. Ślady były dość wyraźne, ale dopiero po długiej wędrówce dotarło miejsca, gdzie ujrzał swoje woły. Była to ogromna, zalana słońcem polana. Całe stadko pasło się spokojnie w trawie tak bujnej i soczystej, jak nigdzie w okolicy. Miejsce to było tak piękne i spokojne, że właściciel wołów z przyjemnością pozostał tu jeszcze ze swoim stadem przez jakiś czas, a wreszcie przyszło mu na myśl, że dobrze byłoby osiedlić się tu na stałe.
     Jak pomyślał, tak też i zrobił. Za nim znęceni opowiadaniami o niezwykłych urokach tego  miejsca przyciągnęli i inni. A ponieważ to woły pierwsze zaprowadziły tu ludzi, więc i osadę, która tu powstała, nazwano Wołowem, a za herb miasta uważa się do dziś wizerunek wołu.
     Jeszcze inni twierdzili że herb i nazwa Wołowa są pamiątką po odbywających się tu dawniej często wielkich jarmarkach na woły. Stąd pono i jedna z części miasta zwana była długo Wołowymi Zaroślami.

____________________

Nazwa Wołowa oznaczać mogła rzeczywiście „miejsce z wołami” i mogła być związana z wypasem wołów. Mogła to być także nazwa odimienna, od czyjegoś przezwiska „Wół”. Miasto jest zapewne starsze niż na to wskazuje data wybudowania zamku. Zamek ten stał tu już w 1253 r., początkowo drewniany. Zamek murowany z cegły wzniósł książę oleśnicki Konrad I dopiero w połowie XIV w. Dalsze przebudowy i rozbudowy tej budowli dokonano w XVI w.

"NIEPRZEJEDNANY WRÓG"

     W Dawnych Czasach w okolicy starego Lubiąża żyli dwaj dzielni rycerze: Wilk z Urazu i Konrad z Włoszczowa. Równa była ich siła i odwaga, ale miły, uprzejmy Konrad bardziej umiał zjednywać sobie serca ludzkie, niż ponury, hardy wilk. Mimo to obu rycerzy łączyła serdeczna przyjaźń.
     Rycerz wilk już jako dziecko został według ówczesnych obyczajów zaręczony z Wandą, córką Przybysława kasztelana książęcego zamku w Lubiążu. A że Wanda wyrosła na bardzo piękną dziewczynę, wilk tym goręcej pragnął pojąć ją za żonę.
     Tymczasem narzeczona wciąż odkładała termin wesela, zawsze znajdując jakiś powód ku temu. Bo też żadne uczucie nie wiązało jej z groźnym panem na Urazie; przeciwnie, bała się go tylko, a całe jej serce rwało się ku uśmiechniętemu zawsze Konradowi. Także i na Konradzie niezwykła uroda Wandy uczyniła głębokie wrażenie, ale wierny swej przyjaźni dla Wilka nie dopuszczał do siebie nawet myśli, aby starać się o jej względy.
     Pewnego razu, obaj rycerze wybrali się do Lubiąża, aby odwiedzić kasztelana. Przybysław z Wilkiem wyruszyli na łowy, w zamku pozostał Konrad, przechadzając się samotnie w ogrodzie. Wtem usłyszał  żałosny płacz. Zwróciwszy się w stronę, z której go głos dobiegał, zobaczył rycerz Wandę zalaną łzami. Wzruszony zaczął ją uspokajać, prosząc, aby zdradziła mu przyczynę swego smutku. Wówczas Kasztelanka wyznała mu, jaką niechęcią napawa ją myśl o poślubieniu wilka i jaka czuje się nieszczęśliwa, że będzie zmuszona to uczynić.

Póki ja żyję nikt cię nie zmusi do poślubienia nie kochanego! – zawołał Konrad. – Ja cię, pani przed tym obronię, jak przystoi rycerzowi słabszych przed uciskiem bronić!
Wtem wychyliła się wykrzywiona nienawiścią dzika twarz Wilka z Urazu.
Dobądź więc miecza i broń podłego życia , zdrajco poniewierczy! – ryknął i mieczem w dłoni runął na Konrada. W obronie swego życia dobył Konrad miecza, zaślepiony złością Wilk sam się nań nadział i ranę odniósł. Ze smutkiem w sercu Konrad opuścił Lubiąż, a Wilka pielęgnowano troskliwie, aż i on odzyskawszy zdrowie wrócił do rodzinnego Urazu. Ale na próżno Konrad usiłował przekonać dawnego przyjaciela, że nie jest mu wrogiem. Gdy na dobitkę Przybysław oświadczył Wilkowi, że nie myśli zmuszać córki do małżeństwa wbrew jej woli, rycerz z Urazu poprzysiągł uroczyście, że nie spocznie, póki nie wywrze swej zemsty na Konradzie i stał się głuchy na wszelkie próby pojednania.
     Tymczasem Konrad i Wanda nie mogli już dłużej walczyć z coraz to silniejszym wzajemnym uczuciem. Za zgodą starego Przybysłąwa odbyło się ich wesele, a w rok później na zamku we Włoszczowie cieszono się nowym dzieckiem. Przez ten czas Wilk nieraz zastawiał pułapki na Konrada, ale ten zawsze jakoś z nich wychodził obronną ręką. Otwarcie najechać na Włoszczów Wilk nie śmiał, lękając się gniewu potężnego kasztelana Przybysława. Jednakże po paru latach, gdy sędziwy możnowładca zmarł, a zrozpaczona śmiercią ojca Wanda ciężko zachorowała, Wilk na czele zbrojnych napadł na zamek Konradowy. Na nic nie zdała obrona. Tajemnym podziemnym przejściem uchodzić musiał Konrad wraz z żoną i synkiem, zostawiając swój zamek na łaskę wilka i jego kompanii. Schronili się wśród lasów, w nędznej chałupie biednego kmiecia. I tu spadł na głowę Konrada ostatni, największy cios: Wanda nie wytrzymała choroby, nadmiaru strapień, niewygód i zmarła.
     Wielka była rozpacz Konrada, życie straciło dlań wartość. Gdy w dodatku doszła do jego uszu wieść, że pachołcy Wilka szukają go wciąż po lasach, aby zadać mu haniebną śmierć, powierzył swego synka opiece zaufanego sługi i wyruszył na czele garstki wiernych żołnierzy, aby w Palestynie, walcząc przeciw Saracenom, chwalebniejszego szukać zgonu. Skoro tylko wiadomość o tym dotarła do Wilka, i on wyruszył natychmiast, aby wstąpić w szeregi krzyżowców i dalej szukać swej pomsty.
     Ale tak jakoś toczyły się ich losy, że ani Konrad nie zginął, choć wystawiał się na wszelkie niebezpieczeństwa, ani jego nieprzejednany wróg nie mógł go nigdy spotkać; przypadek rozdzielał ich zawsze mimo zawziętego pościgu Wilka. Wreszcie zdarzyło się, że otoczony przez przeważająca liczbę nieprzyjaciół, mimo dzielnej obrony Wilk dostał się do Saraceńskiej niewoli.
     Przez dziesięć lat w niewolniczych kajdanach pędzić musiał smutny żywot dumny Wilk z Urazu. Ale kiedy w końcu udało mu się uciec, kiedy znów znalazł się wśród swoich, pierwsze jego pytanie było o Konrada z Włoszczowa.
     Zaciekłej nienawiści nie zmniejszyły ani lata, ani cierpienia. Dowiedziawszy się , że Konrad od kilku już lat powrócił na rodzinny Śląsk, podążył za nim i Wilk. Ale gdy przybył do Lubiąża ,zastał tam Konrada bezpiecznego już od wszelkiej zemsty; w małej kaplicy klasztoru w Lubiążu znajdował się jego grób. Wtedy dopiero osiadł znów Wilk w swym Urazie i tu po paru latach dokonał posępnego żywota. Ale i w chwili śmierci nie zapomniał o swej nienawiści. Majątek zapisał klasztorowi w Lubiążu pod warunkiem, że zostanie pochowany na progu kaplicy, w której leży ciało Konrada z Włoszczowa, by móc dopaść wroga przynajmniej wtedy, gdy z grobu powstanie.

 "O ZAŁOŻENIU LUBIĄŻA"

     W pierwszych wiekach naszej ery, gdy jeszcze na całym Śląsku panowała wiara dawnych bogów,  w Lubiążu znajdował się święty gaj, w którym oddawano cześć jakiemuś starodawnemu bóstwu wojny i wojowników, zwanemu Hus albo His. Opowiadano, że jego czciciele nie szczędzili mu nawet ofiar z ludzi, których zabijano na ołtarzu. Świątynia ta miała stać na miejscu, na którym zniesiono później klasztor w Lubiążu.
     Gdy władca całej Polski Kazimierz Odnowiciel wracał do ojczyzny z benedyktyńskiego klasztoru Cluny we Francji aby objąć rządy, pierwszą z ziem polskich, na której stanęły jego stopy był Śląsk. A był to czas ostrych walk z resztkami wyznawców dawnej wiary, którzy wystąpili do walki zbrojnej, Kazimierz postanowił upamiętnić to przybycie na śląską ziemię założeniem nowego ośrodka chrześcijaństwa. Przeciągając przez Lubiąż rozkazał zniszczyć wszystko, co pozostało po dawnej świątyni i kulcie starych bogów, a na miejscu tym położył kamień węgielny nowego klasztoru, który w 1053 r. hojnie uposażył  dobrami i nadaniami.
     Do klasztoru tego sprowadzono po jakimś czasie zakonników benedyktyńskich właśnie z owego francuskiego klasztoru, gdzie Kazimierz w swoim czasie znalazł schronienie. Benedyktyni rozbudowali klasztor i żyli w nim dostatnio przez ponad sto lat.
     Ale nie po raz pierwszy okazało się, że zbytek dostatku psuje ludzi. Mnisi zamiast zajmować się celami wyznaczonymi przez swą regułę zaczęli prowadzić życie gorszące i rozwiązłe, tak że w roku 1179 książę Bolesław wysoki miał ich wypędzić i osadzić na ich miejscu zakon cystersów.

____________________

Klasztor benedyktynów w Lubiążu jest rzeczywiści pierwszym na Śląsku klasztorem, którego istnienie w XII w. Potwierdzają źródła. Jednakże wersja podania nie jest ścisła: Kazimierz odnowiciel wrócił do Polski w roku 1038 lub 1039, a jeżeli odzyskał zwierzchowność nad Śląskiem nie zaraz po powrocie, ale dopiero w 1054 roku, po zjeździe w Kwedinburgu, to nie mógł być o rok wcześniej fundatorem klasztoru, choć klasztor benedyktynów wtedy w tym miejscu powstał. Powstanie antychrześcijańskie zapoczątkowane na Mazowszu pod przywództwem Miecława, które objęło szerokim zasięgiem także Śląsk, było wyrazem sprzeciwu ludu przeciw krzepnącym przejawom ucisku feudalnego, nie tylko przeciw wprowadzeniu chrześcijaństwa. Upadło ono i dlatego, że Kazimierz uzyskał posiłki niemieckie i ruskie, i dlatego, ze niemożliwe już było przywrócenie dawnego porządku wspólnoty plemiennej. Kult bóstwa o nazwie Hus lub His nie jest w ogóle znany najpoważniejszym opracowaniom mitologii słowiańskiej.
     W klasztorze znajdują się płyty nagrobne Bolesława Wysokiego (który osadził tu cystersów w 1175 r.) oraz innych książąt piastowskich. Istnienie tu dawnej    świątyni dawnych bogów potwierdza treść łacińskiego nagrobka Bolesława Wysokiego:
     „Książę Bolesław, ojczyzny zaszczyt, a męstwem któremu
     nie dorówna w królestwie polskim żaden z książąt,
     Tu spoczywa, a miejsca tego jest sam fundatorem,
     Kiedyś ołtarz szatana – teraz królestwo Chrystusa."
     (Tłum. J. Sękowski)

W 1810 r. Klasztor uległ kasacie przez władze pruskie. Piękne stalle zostały przeniesione do katedry wrocławskiej.

"WIECZNA LAMPA W LUBIĄŻU"

     W pięknym kościele klasztornym cystersów w Lubiążu płonęła aż do wymarcia brzesko – legnickiej lini książąt piastowskich wieczna lampa, a każdorazowy opat klasztoru musiał czuwać , by nie zgasła ona ani w dzień, ani w nocy. Powodem tego było takie oto zdarzenie:
     Książę Bolesław, pan na brzegu i Legnicy lubił zawsze dobrze zjeść. Pewnego razu złamał post i to nie byle jak, bo zjadł w piątek aż dziewięć kur. Złamanie postu uważane było wtedy za wielkie przewinienie. W dodatku książę niedługo potem rozchorował się ciężko (może z przejedzenia). Zawezwany do łoza chorego opat z Lubiąża szybko zorientowała się, że może przy tej okazji upiec własną pieczeń. Oświadczył księciu, iż udzieli u rozgrzeszenia pod warunkiem, że książę tytułem pokutnej ekspiracji odda klasztorowi wsie .... i Włosień. Obie te wsie należały od dawna do książąt brzeskich, ale od dłuższego czasu toczyły się o nie spory z klasztorem w Lubiążu.
     Księciu Bolesławowi żal było bogatych wsi , ale w obliczu śmierci dobity jeszcze opowieściami chytrego mnicha o mękach piekielnych jakie go czekają  za złamanie postu, zgodziła się. Postanowił jednak warunek: że będzie pochowany w klasztorze w Lubiążu, a na jego grobie zawsze będzie płonąć olejna lampa. Jeżeli zaś którykolwiek z następców jego, przybywszy do klasztoru stwierdziłby, ze lampa nie płonie, przekazane kościołowi wsie mają być natychmiast zwrócone.
     Wkrótce potem książę Bolesław wyzdrowiał i długo nie mógł przeboleć, że ze strachu dał się pozbawić tak pięknych posiadłości. Ale nie chciał łamać raz danego słowa. Toteż zjawiał się tylko czasem niespodziewanie , aby sprawdzić czy lampa się pali. Po jego śmierci czynili to jeszcze nieraz jego następcy, ale lampa zawsze płonęła, dobrze pilnowana i wsie pozostały przy klasztorze.

____________________

Podanie mówi prawdopodobnie o księciu Bolesławie III (1291 – 1352). Był on księciem na Brzegu i Legnicy i od niego pochodziła późniejsza piastowska linia książąt brzesko – legnickich. 

PODANIA DOLNOŚLĄSKIE